poniedziałek, 15 kwietnia 2013

TINW - podsumowanie

Wczoraj zakończyłam udział w eksperymencie.
Czy dla mnie ten tydzień był inny? Nie za bardzo, nie przyłożyłam się do eksperymentu jako takiego, ale to nie znaczy, że nie miałam refleksji nad kolejnymi zadaniami.

pod większością z tego co napisała ekomania mogłabym się podpisać http://ekostyl.blogspot.com/2013/04/ach-co-to-by-za-tydzien.html

Nie wszystkie zadania z eksperymentu wykonałam, a podejrzewam, że wykonałam bardzo niewiele. Poza tym to dla mnie zbyt dynamiczne :) czasami ledwo miałam czas przeczytać o zadaniu na następny dzień :)
Filmu No Impact Man nie obejrzałam, ale przymierzam się do nadrobienia zaległości.
Oddanie się w pełni eksperymentowi przy jednoczesnym pracowaniu, zajmowaniu się domem, dziećmi, gośćmi, prowadzenie bloga trochę mnie przerosło :) nawet trochę bardzo. Z drugiej strony nie było w przewodniku rzeczy które byłby by dla mnie nowością, a sporo staram się stosować w codziennym życiu.

Ale mimo wszystko cieszę się, że wzięłam w tym udział. Przeprosiłam się z orzechami do prania (po 3 letniej przerwie), segreguję prawie fanatycznie (myję torebki po kocim żarciu :) ), wyłączam laptop z sieci kiedy nie korzystam, poszerzyłam ogródek itp. Może to nie są spektakularne sukcesy, ale moim zdaniem eko-świadomość to proces, w ciągu tygodnia można tylko liznąć, a najważniejsze są trwałe zmiany.

Jestem ciekawa jak takie zadania eksperymentowe obierają/realizują ludzie, którzy nigdy nie myśleli o środowisku :) Czy to jest jak otworzenie oczu?

niedziela, 14 kwietnia 2013

powróżyć?

Nie żyję tylko Innym Tygodniem, ale ciężko ogarnąć wszystko na raz, a nie chciałam mieszać w jednym poście wszystkiego.

Ilość obserwatorów stale rośnie, jak dojdzie do 111 to robię konkurs, może być z torebką w roli głównej, trzymajcie mnie za słowo i przypominajcie, bo pamięć z wiekiem coraz gorsza.

Nie siedzę sama bynajmniej sama, nie to za pięknie by było, na jednym fotelu gnieciemy się z Ziemciuchem, on na połowie ekranu słucha/ogląda muzykę na youtubie (w tej chwili manu chao - ja wybieram ;) ) a ja próbuję pisać. i muszę przyznać że jest całkiem znośne rozwiązanie, może mało wygodne, bo przygniata mi rękę, mało wychowawcze, no ale trudno, zaraz idziemy pobrodzić w kałużach, a wczoraj skopaliśmy warzywniak, nawet rozszerzając go sporo (mam odcisk od łopaty, niezwyczajna jestem jak widać), więc bilans wychodzi na zero.

Dzisiaj Kocie Wróżki ostatnio zwane również Kocimi Aniołami, jak kto woli ;) Uszyte z resztek, to już są nawet totalne resztki, bo materiału wiele nie idzie (ale czasu za to tak), w półhurcie jak zwykle (najwygodniej dla mnie). Nie chwaląc się uważam je za mój najlepszy pomysł :) i zauważyłam, że zawsze się podobają, więc zapraszam, nietrudno mnie znaleźć jakby co.

Pomysł z imionami kolejnymi z kalendarza uważam za hit, dzisiaj też zastosuję, zabaczymy czy będą pasować :)

Justyna



Berenika


Anastazja



Mara


 Bernadeta



Julia


Benedykt


 Robert


 Klara


 Bogumiła


Bogusława


Ryszard


Emma 


Leon 


Jerzy


No ja bym moze inaczej ułożyła, ale ogólnie nie jest źle :)
Przesłuchaliśmy milion piosenek, w bólach, ale skończyłam.


piątek, 12 kwietnia 2013

TINW jeszcze

Dzień Czwarty 
czwartek - energia

W każdej możliwej sytuacji postaraj się zmniejszać swoje zużycie energii – ograniczać do minimum używanie sprzętów elektrycznych, w tym telefonu i komputera. Wersja dla odważnych: całkowicie zrezygnuj z korzystania z energii i zobacz, co się zmieni.

Przez minimum trzy tygodnie w roku stosuję wersję dla odważnych wyjeżdżając wakacyjnie nad morze na naszą rootsową działkę bez prądu. Kiedy jest ciepło nie jest to dla mnie problemem, ale jak mam możliwość to korzystam z pralki u znajomych :)
Czytanie przy świeczkach nie jest moim ulubionym rozwiązaniem, w planszówki też nie za bardzo da się grać, ale latem dzień jest długi, to i sztuczne światło najważniejsze nie jest.

Natomiast w domu: dla mnie pralka i zmywarka to ukochane przyjaciółki. Może jakbym prała albo zmywała w towarzystwie, przed chatą, wśród innych piorąco/zmywających oczywiście w klimacie zawsze ciepłym to byłoby całkiem ok :) Ale nie oszukujmy się - nawet nie wiem czy umiem uprać spodnie albo kurtkę w ręku :/
Zmywanie ręczne przy sporej ilości naczyń nie wydaje mi się bardziej ekonomiczne niż zmywarka (a może tak sobie wmawiam :D )
Ach, jeszcze jeden przyjaciel - blender, bardzo, bardzo często używam. A w zasadzie używałam, bo się zepsuł, cztery lata intensywnego nie oszczędzania go wykończyły. A, że w tym tyg nie wydaję pieniędzy, więc na razie obywam się bez.
No i laptop i komórka i lodówka i radio i piekarnik i żelazko i maszyna do szycia. Laptoka używam jakieś 2-3 godz dziennie, komórki używam do dzwonienia (lubię gadać), lodówka jest (ale często wykorzystuję balkon, gary z zupą, bigosikiem tam lądują), radio brzęczy (ale ostatnio nie włączam, mam małe bez baterii nadające od rana do wieczora), piekarnik dosyć często. Ale staram się wykorzystać na maksa, np. jak wstawiam dwa chleby to jeszcze dodatkowo w jednej blaszce buraki. Żelazko przy szyciu się przydaje, no a maszyna do szycia to konieczność. Ale nie wiem czy maszyna zużywa dużo prądu :/ I pewnie jeszcze by się sporo znalazło (zwłaszcza jakby brać pod uwagę nie tylko mnie)

siedzi koło mnie jeden pomocnik, ale pozostaje w klimacie, bo oprócz gadania ogląda książkę taką http://czytajki.blogspot.com/2011/10/recykling-i-odpadki-alex-frith.html
wygrzebałam w taniej książce w realu za 15zł (przy okazji butowych zakupów dla Fra) w zeszłą sobotę i od tygodnia jest to nieustający hit. Ziemek poleca.

Dzień Piąty
piątek - woda

można przeliczyć swój ślad http://www.waterfootprint.org/?page=cal/WaterFootprintCalculator
ja nie zrobiłam, nie miałam czasu, nawet teraz dziecko mi na plecach siedzi, a specjalnie wstałam wcześniej, żeby blogowe zaległości nadrobić. fak

Wodę staram się oszczędzać, u mnie w gminie jest bardzo droga tak poza tym.
Zawsze mam pełną pralkę i zmywarkę, nie włączyłabym dla kilku sztuk.
Zakręcam wodę przy ręcznym zmywaniu (przecież nie wszystko się wepchnie do zmywarki) przy myciu zębów, kapię się po dziecku, a jak nie to szybki prysznic.
Ale bardzo mi się podoba wykorzystanie wody z wanny i pryszniców do spuszczania toalety, nigdy nie widziałam tego w praktyce, ale myślę o tym od jakiegoś czasu.
I zbieranie deszczówki do podlewania też jest do przemyślenia.

Mój największy grzech - woda w plastikowych butelkach, no po prostu uwielbiam (i to lekko gazowaną)

Dzień Szósty
sobota - podziel się

na tą chwilę oprócz wsparcia finansowego nie za bardzo mam czas na regularne działania :/ tak z doskoku udało mi się uczestniczyć w pomocowych akcjach (a przed trzecim dzieckiem nawet inicjować), ale aktualnie odsunęłam to na dalszy plan.

nawet nie mam jak pisać bo mi ten mały chłopak przeszkadza nieustająco, na razie tyle

czwartek, 11 kwietnia 2013

TINW part kolejny

na wstępie powiem, że u mnie w ogrodzie zakwitły krokusy, przebiły się przez snieg. wiosna panie!
kontunuuję nieco z poslizgiem, ale ja na komp mam najmniej czasu :(
a poza tym wczoraj mieliśmy 2 godz bez prądu, więc nie zdążyłam wszystkiego zrobić na kompie, ba nawet połowy nie zdążyłam poczytać :)

Dzień Trzeci
środa jedzenie

jak dla mnie o jedzeniu na przednówku to porażka :D w kółko marchewka, buraki, kapusta, ziemniaki, kanapki i od nowa

pierwsze zadanie - jedzeniowy ślad węglowy. dla chętnych wklejam link http://www.foodcarbon.co.uk/ ja poległam już po pierwszych pytaniach. Nie wiem jak to policzyć, nigdy nie kupuję tylko dla siebie, a rodzina moja to dwoje dorosłych lubiących jeść, dwóch nastolatków lubiących jeść nawet bardziej i trzylatek lubiący jeść także. olałam to zadanie'

drugi link z którego mozna było skorzystać to kalendarz warzyw sezonowych http://www.beawkuchni.com/wp-content/kalendarz-warzyw-sezonowych.pdf , taak, jest kwiecień, u nas była kapusta, marchewka, pietruszka i seler - wg kalendarza niesezonowo. olałam

trzeci link to do poczytania czym różnią się różny typy żywności od siebie http://www.ekonsument.pl/a142_zywnosc_zrownowazona.html nawet ciekawe


Jestem weganką, Ziemek tez prawie (lody czekoladowe), reszta rodziny to wegetarianie. Gotowanie zajmuję się ja, czyli jest wegańskie, obiad jest zawsze na ciepło, kasze, makarony, strączki, warzywa, razowo to nasze jedzenie powszednie od lat. Warzywa kupuję w kooperatywie (sezonowe), kasze i inne sypkie na bazarku. Rzadko eko, chyba, że w sieci drogeryjnej która ma dział z żywnością bio, ale to raczej tylko dla dziecka najmniejszego. Na eko mnie nie stać, jak również na jedzenie w restoranach. A nie, nieprawda, byłam w restauracji w stolicy ze dwa m-ce temu, stałam na jarmarku, nawet nienajgorzej zarobiłam, to poszłam zaszaleć do jakiegoś wege baru. Obiad kosztował mnie około 20zł, nie najadłam się wcale.
Ale żeby nie było że ja taka święta jestem to kupuję brokuł, szpinak, cytryny, banany, pomarańcze, imbir, awokado, czasem mango i inne osładzacze zimy. O, parówki sojowe, tofu, gotowe pasztety, mleko sojowe w kartonie, mleko koko, dla chłopaków sery i jajka (na targu od pana rolnika) i pewnie jeszcze mnogo i mnogo. Mogłabym pewnie więcej się w kuchni starać, ale nie mam na to czasu :(
Mam ogródek, nie duży, ale coś tam zawsze wychoduję. Dzisiaj z Ziemciuchem posialiśmy w domu do diy doniczek (karton po soku jabłkowym tłoczonym wyłożony reklamówką, do tego ziemia zmieszana z kompostem) cukinie, dynię, pietruszkę natkę, bazylię, słonecznik, maciejkę i jakieś jeszcze jedne kwiatki. Zobaczymy co nam wykiełkuje :)

Chleb piekę, czasem bardziej regularnie, czasem mniej. Ciasta też. Dzi Wielu lat.siaj usmażyłam pączki, 35szt, prawie wszystkie już zjedzone - to jest dopiero przerób :) Jak sobie radzą ludzie z np. czwórką dzieci w okresie zwiększonej żarłoczności to ja nie wiem ;)

Chłopcy kanapki biorą do szkół w pojemnikach plastikowych.

aha, z negatywów - woda w butelkach i mleko w kartonach.

te kartony, tez do wspólnych śmieci, bo u nas nie zbierają. A nawet nie wiem, czy to w ogóle się nadaje do recyklingu? I czy są jakieś miejsca gdzie bym mogła to oddać, muszę poszukać.

Dzień czwarty - czyli jak się wyzwolić od zgubnego wpływu pralki opisze jutro.

wtorek, 9 kwietnia 2013

TINW - part two

po pierwsze gdzie jest ta wiosna??????

Tak jak napisałam poprzednio wracam do drugiego dnia Tygodnia Innego Niż Wszystkie

Dzień Drugi cd
poniedziałek odpady

Staram się segregować wszystko dosyć skrupulatnie, mam swój kompostownik, więc wszelkie organiczne odpady od razy tam lądują, a na plastik, papier i szkło dostaję od gminy worki. A i tak pomimo to mam w koszu śmieci. Zrobiłam dzisiaj przegląd tego co tam jest. Jako, że nie mieszkam sama i pozostała część domowników nie jest równie skrupulatna, to wyłowiłam jedno plastikowe opakowanie po parówkach sojowych (do plastiku), kubek po jogurcie (umyłam i do plastiku), chusteczkę higieniczną (do kompostu). Pozostały opakowania po kocim jedzeniu - saszetki i jakieś poszarpane coś pomiędzy papierem a plastikiem.

Zwierzęta mają spory udział w produkcji odpadów w naszym gospodarstwie
To kocie jedzenie to porażka, suchą karmę kupujemy w 15-kg worach, nie jest źle, ale pozostaje kwestia tych nieszczęsnych saszetek. Ja bym im tego wcale nie dawała, ale jak już wspomniałam nie mieszkam sama. A jedzenia z puszek nie chcą bydlaki. Czyli dla 4 kotów po jednej saszetce dziennie to 4 opakowania lądują w koszu, nie wiem czy to do plastików się nadaje, może ktoś wie?
Nie było w koszu odpadów z kuwet ponieważ to od razu wynosimy do kosza na dwór. Dwa razy robiłam podejście do żwirku bardziej przyjaznemu niż ten cholerny benek, ale im się nie podoba :(( no cóż jak będzie ciepło (kiedy??????) to i tak załatwiają swoje potrzeby na dworze, a potem może jeszcze raz spróbuję z tym drewnianym.
Puszka po jedzeniu dla psa, też ląduje we wspólnym koszu. No wiem, że można by mu gotować, ale kto to będzie robił? Pio gotował przez 3 lata jak nasz piesek był mały i never again. Ja nie jestem w stanie tego smrodu wytrzymać. Z drugiej strony można mu nie dawać tegoż jedzenia, ale chłopak jest dosyć wiekowy (13,5 roku) i je lubi. No i nie mieszkam sama. Aha, można by w sumie umyć tą puszkę i wyrzucić do pojemnika na złom (mam w pracy), to do przemyślenia, jak się znajdzie chętny do mycia.

Kolejny odpad z którym nie mam co zrobić to ścinki (odpady po produkcyjne :) ). Wrzucam je do kosza wspólnego, bo gdzie? Myślicie, że do tego kontenera  na zużytą odzież? Tam wrzucam zużytą odzież, której nie da nikomu oddać, albo nic uszyć. To też kwestia do zastanowienia.

Kubeczek menstruacyjny mam, podpaski wielorazowe sobie uszyłam (resztki pula, jakiś frotas i ściereczka z mikrofibry) - ten temat opanowany.

Ręczniki papierowe - nie nadużywam, ale używam, zwłaszcza do sprzątania wydzielin zwierząt mających gastryczne problemy.

Torby wielorazowe mam w nadmiarze nawet, po produkty sypkie chodzę z własnymi pojemnikami, chłopcom pakuje kanapki do pudełek, a i tak jednorazowych reklamówek w domu nie brakuje :(
a plastików w worku do segregacji multum :(

jest nad czym pracować.

Jakbym nie miała partnera, dzieci ani zwierzą to śmieci było o wiele mniej :) zycie rodzinne w moim przypadku okazuje sie mało eko

Dzień Trzeci
wtorek - przemieszczanie się

Ha! to miał być mój dzień!
No bo dzisiaj u nas pracy nie było prądu, więc zostałam w domu. Czyli zero samochodu jejejeje

Ale po południu przypomniałam sobie, że przecież jest WTOREK. Jedyny dzień w którym mój syn dojeżdżający do szkoły pociągiem kończy lekcje o takiej godzinie, że musi czekać 1,5 godziny na następny pociąg. Albo podjechać do stacji przed naszą (pociągi bardzo często), potem autobusem na wiejska pętlę i stamtąd tylko 2 km przez las. W przypadku ohydnej pogody jadę po niego na tą pętlę i go odbieram, dzisiejsza aura, a zwłaszcza błotna breja w lesie kwalifikowały dzień jako ohydny. Czyli z niewyprowadzania auta nici :(
A poza tym przypomniałam sobie, że wczoraj z pracy wracałam już na oparach benzyny, więc jeszcze zatankować. W zupełnie przeciwnym kierunku. 2 km w jedną stronę, lasem byłoby bliżej, niby mogłam z dzieckiem i kanistrem skoczyć, ale taplanie się w breji dla mnie również nie jest przyjemnością. No i wydałam kasę nie na jedzenie. (wrrr)

w sumie przejechałam 10km. nie jest źle, ale miało być piękniej.

ale przecież mogło być jeszcze gorzej - bo we WTOREK mój średni syn uczęszczajacy do szkoły w miejscu zamieszkania (2,5 km w jedna stronę, chodzi piechotą lub rower jak aura mu odpowiada) ma angielski, na który go czasami powożę. Ufff dzisiaj pojechał rowerem.

i teraz mały wtręt, od Fra, piosenka w klimacie ekologicznym (w jego guście muzycznym)


i drugi wtręt, przed chwilą zniknął mi post, już miałam serce w gardle, ze wypracowanie długością przekraczające moje maturalne wypociny zniknęło bezpowrotnie, ale chwała ci o panie internecie, że blogger ma autozapis. ale stres brrr

wtrętów koniec, wracam do komunikacji

Nie mieszkam w mieście z komunikacja miejską. Dojeżdża do nas pociąg - kilka na dzień.
Do miejsca w którym pracuję jest 6 km w jedną stronę, w okresie zimowym jadę samochodem, jak jest ciepło biorę rower. Niby mogłabym się z kimś zabierać, ale w godzinach w których pracuję nie mam za bardzo z kim. W sumie nie wiem co w tej sytuacji mogę zmienić.
Staram się łączyć wyjazdy, jak jadę do powiatowego to załatwiam za jednym zamachem kilka spraw i po drodze do taniego ciuszka wpadam :D
Nie wydaje mi się, ze nadużywam samochodu, po prostu mieszkam w takim miejscu gdzie są słabe alternatywy, zwłaszcza w zimę. Bo jak jest ciepło to rower wystarcza mi do załatwienia wszystkiego w obrębie miasta.
Na jogę też samochodem, 7km w jedną stronę, na zmianę z koleżanką. Dopytam się, może ktoś jeszcze z naszej mieściny jeździ (ale na oko nie wydaje mi się)

jedno z zadań na dzisiaj brzmiało
Rusz się! Przespaceruj się, pobiegaj, użyj rolek i roweru, skorzystaj z komunikacji miejskiej i carpoolingu.
Dwa razy byłam na spacerze z psem, godzinę rozrzucałam śnieg po ogrodzie hasając z najmłodszym :) chyba zaliczone

Jeszcze jedno z zadań a dziś to był wolantariat. Tutaj u mnie cienko, nawet poczytać Przewodnika za bardzo nie zdążyłam.

Ale się rozpisałam. szok.











poniedziałek, 8 kwietnia 2013

tydzien inny niż wszystkie part one

Zostałam zaproszona przez Fundację Sędzimira do wzięcia udziału w pilotażowej turze Tygodnia Innego niż wszystkie. Jest to eksperyment (pierwsza polska edycja eksperymentu No Impact (www.noimpactproject.org )) który trwa 8 dni, podczas których uczestnicy otrzymują Przewodnik i zadania na każdy dzień.  Dotyczy zrównoważonego stylu życia, a konkretnie chodzi w nim w wypróbowanie pomysłów dot. proekologicznych i prospołecznych nawyków.

Kilka słów o pomysłodawcy (skopiowanych, nie umiem sama takich notek tworzyć :) )

COLIN BEAVAN I NO IMPACT PROJECT
Colin Beavan (aka No Impact Man) jest amerykańskim dziennikarzem, autorem książek oraz postacią
medialną. Popularność zyskał dzięki eksperymentowi opisanemu w książce No Impact Man, w którym przez rok starał się ograniczyć ślad ekologiczny swój i swojej rodziny, przez m.in. zrezygnowanie z używania
papieru i jednorazowych opakowań, radykalne ograniczenie konsumpcji, korzystanie wyłącznie z produktów
lokalnych, rezygnację z transportu indywidualnego itp. Eksperyment stał się kanwą książki (przetłumaczonej na 15 języków) oraz filmu dokumentalnego, a roczne zmagania autora i jego rodziny można było śledzić na blogu, który szybko zyskał znaczną popularność.

Przed rozpoczęciem eksperymentu mozna zmierzyć swój indywidulny ślad węglowy za pośrednictwem kalkulatora na stronie http://biocity.pl/portal/zmierz-swoj-slad-weglowy 

nie wiem czy dobrze odpowiedziałam na wszytkie pytania w kalkulatorze. Zwłaszcza te o ilość kąpieli i przyszniców :) skoro podałam liczbę osób mieszkających w moim gospodarstwie to zrozumiałam, że potem podaję już jednostkową ilość prysznicowań, a nie sumę tygodniową dla całej piątki mieszkańców. Albo transport. Czy tylko w jaki sposób ja się przemieszczam? Nie jest to dla mnie jasne. Załozyłam, że chodzi tylko o mnie :D hehe i ślad weglowy wyszedł mi 6. WOW co nie? No jasne, ale w samolocie nigdy nie siedziałam i raczej wątpię żeby to kiedykolwiek nastapiło (co tak na prawdę wcale mnie nie cieszy)

Dzień Pierwszy
niedziela pod znakiem ograniczania konsumpcji

Moja familia raczej nie jest fanem nadmiernej konsumpcji, a wizja spędzenia niedzieli na zakupach, a zwłaszcza w galerii handlowej wywołuje u mnie drgawki. No chyba żebym miała pod ręką jakiś fajny targ z używanymi rupieciami, to wtedy chętnie :)

Ale wracając do niedzieli bez zakupów. Najwazniejszy zakup, czyli buty dla Fra udało się kupić w sobotę :) jedzenie z kooperatywy (dzięki E i T) również w sobotę, żarło dla stada (pies + 4 koty) dokupione. Wydawało się, że wszystko jest.
Niestety, przystępujemy do robienia niedzielnego obiadu (pizza tradycyjnie), Simon sięga do lodówki po drożdże, otwiera, a tam kawałeczek pleśni. Jeszcze tydzień wcześniej bym odkroiła i użyła narażając moją rodzinę na spotkanie z toksynami, ale po wykładzie Panny Basi na temat czternastokilometrowych plech zakażonym drożdżom powiedziałam stanowcze NIE i wylądowały w kompoście. 
No tak. Ale co dalej, niedziela bez zakupów czyli niedziela bez pizzy? Rzuciłam hasłem z naszego tygodniowego menu - coś w stylu pęczak z gulaszykiem z soczewicy podpierając się argumentem, że przeca eksperyment już jest. Zero zrozumienia. Simon skoczył po drożdże, zrobił ciasto i pizza jednak była.

podsumowując: JA na zakupach nie byłam ;) dzieci sie przydają w sytuacji gdy matka chce zachować czyste ręce :)

Jednym z zadań było zrobienie listy zakupów. To mnie przerosło. Ponieważ kupuję w zasadzie tylko żywność i to wtedy kiedy potrzebuję to moja lista nie została zapełniona (buty dla już przecież Fra kupiłam)

Kolejne zadanie również mnie przerosło - zbieranie wszystkich śmieci do jednej torby. Nie, to nie dla mnie. Wolę od razu posegregować. Te nieposegregowane rzeczywiście mogłam wrzucać do jakiegoś zbiornika, ale nie wpadłam na to, a poza tym dzisiaj była śmieciarka, więc pozostałabym z opakowaniami po kocim i psim żarciu na następne dwa tygodnie. Fuj.

Ale są rzeczy nad którymi muszę popracować. Chemia gospodarcza, używam sody i octu, ale tradycyjnych nie eko detergentów też. Na tym polu muszę popracować.
Kosmetyków sama nie robię, co prawda kosmetyki w naszym domu to: mydło, mydło w płynie, szampon, odżywka do włosów, pasta do zębów, dezodorant, krem do twarzy, pianka do golenia. Jestem w zasadzie wierna Ziaji i Alerra, ale nie powiem, że nie chciałabym sama. Tylko kiedy? A najbardziej to bym się chciała wymienić, kosmetyki za torebki, zabawki, chleb, obiad, jest wiele możliwości.

Wydawało mi się, że ten eksperyment nie jest dla mnie, ale jednak jest. Nawet jeżeli nie wykonuję zadań do końca, to są one w mojej pamięci :) i mam jakieś refleksje co by tu zmienić i ulepszyć.

Dzień drugi
poniedziałek odpady

Co prawda chronologicznie powinnam o tym dzisiaj napisać, ale ponieważ miałam intensywny pracowo dzień to jestem zmęczona i napisze jutro. No a korzyść z tego taka, że ponieważ byłam w pracy to odpadów w domu nie naprodukowałam :D a w pracy tylko kilka kartek, a i tak makulaturę segregujemy :)





sobota, 6 kwietnia 2013

tutorial - koszulowa torba

To mój prawie debiut, więc proszę o wyrozumiałość :)
Starałam się, żeby tutorial był w miarę zrozumiały dla początkujących, bo zaawansowani poradzą sobie bez moich porad. Zdjęć zrobiłam może za dużo, ale mi zdjęcia pomagają zorientować się co i jak, więc pomyślałam, że potencjalny odbiorca też będzie kontent. I zobaczywszy, że taka torba rzeczywiście nie jest skomplikowana, od razu rzuci się krojenia i szycia, do czego zachęcam :)

Koszulowa Torba

Koszula lepsza z grubszego materiału, sztruks, len, whatever, u mnie dzisiaj dżins. Nie przepadam za dżinsowymi wyrobami, ale nic innego pod ręką nie było, a ta koszula służyła mojej rodzinie już bardzo długo, więc przyszedł dla niej czas na lifting (nieco przymusowy co prawda)

Koszula wybrana, tak?


Odcinam rękawy. Odcinam górę mniej więcej na równo, żeby jakieś grube szwy nie przeszkadzały. Składam koszulę na pół i rysuję mazakiem jak następuje - około 10cm na prosto (zaznaczyłam strzałkami w paincie ołjea) potem lekko rozszerzam i na dole też na prosto. Nie podaję wymiarów, ponieważ wymiary zależą od gabarytów koszuli. Najważniejsze, żeby zwrócić uwagę, aby jakiś guzik nie wypadł na linii szycia, żeby kieszonki (o ile są) się zmieściły, a kształt sam powstanie :)



Wycinam com narysowała, rozkładam i wygląda obiecująco


Z pozostałych dolnych części koszuli wycinam paski materiału o szerokości około 8cm. Centymetr w jedną albo drugą stronę nie robi dużej różnicy. Moja koszula była duża, więc wykorzystuję tylko tył, wykrawam coś jakby prostokąt, rozcinam go na pół i zeszywam paski ze sobą. To będzie część boczno-spodnia torby. Długości nie podaję, ponieważ ona sama się wyklaruje przy szyciu, ale oczywiście można zmierzyć ile potrzeba i nie martwić się że zabraknie. Lepiej dodać lekki zapas do tego co się zmierzyło.



Potrzeba jeszcze czegoś na wnętrze torby, u mnie jakiś obrusik chyba, wycinam. Można odrysować, mi się zazwyczaj nie chce.



Część z guzikami trzeba zeszyć.


Po zeszyciu na lewej stronie odcinam tyle ile dam radę, żeby nie było zwału poczwórnej części tkaniny, ciężko się to szyje i źle układa.


Ok, czyli mamy wycięte 6 części: przód + tył + pasek z koszuli i to samo z tkaniny do wnętrza.


Przystępuję do szycia. Na częściach przednich i tylnych odmierzam od góry z obu stron po 10cm. Zaznaczam szpileczką.


Biorę pasek, przykładam do jednej z części (przód albo tył, do wyboru) i przyszywam.


Maszyna doszyła do szpileczki z drugiej strony, okazuje się, że pasek jest za długi. Nic nie szkodzi, po prostu odcinam to co wystaje ponad szpileczkę.


I to samo z drugą częścią (przodem lub tyłem, zależy co zostało). Ze swojej strony polecam pewną konsekwencję, jeżeli przyszywam pasek do przodu to również pasek do tyłu. A jeżeli przód do paska, to analogicznie tył do paska. Czy to jest zrozumiałe? Mam wrażenie, że nie, ale wszelkie wątpilwości chętnie rozwieję, terminologia krawiecka jest mi obca, może powinnam się dokształcić.


Przekręcam na prawą stronę i jest git. Zawsze jest git, ta torba wiele wybacza, małe przymarszczenia tu i ówdzie tylko dodają jej uroku :)


To samo trzeba zrobić z wnętrzem, ale najpierw kieszenie. O ile się chce je robić, bo przymusu nie ma, torba bez kieszonek też bedzie super.
Biorę pozostałe po wycinaniu body dolne części przodu. Układam je na materiale tak, żeby wykorzystać fabryczne brzegi (nie trzeba podkładać jupi)


Wycinam prostokąty, przypinam szpilkami.


I przyszywam.


Na częściach wewnętrznych też odmierzam 10 cm od góry, zaznaczam szpileczkami i przyszywam tak jak poprzednio.


Z jedną różnicą, zostawiam otwór przez który przekręcę torbę na prawą stronę. Zazwyczaj zostawiam otwór na spodzie, ale oczywiście inne miejsce nie jest gorsze :)


Mamy zeszyte dwie części ufff


Układam prawymi stronami do siebie i spinam szpileczkami w newralgicznych punktach, jak wydać na zdjęciu (mam nadzieję, że widać)


Zeszywam dookoła, wyciągam szpileczki (warto), nacinam newralgiczne punkty a rogi ścinam.


Przez pozostawiony otwór przekręcam na prawą stronę.


I obszywam znaczy się stebnuję :)


Najlepsza część za nami, teraz to co najmniej lubię, czyli uszy.
Można nie szyć ich samemu, tylko wykorzystać coś co się nada, jakiś sznurek gruby, krawaty, w sumie nie wiem co, bo nie próbowałam.
Do samodzielnego wykonania potrzebuję pasek materiału długości 80cm, szerokość około 7-8 cm będzie ok. Wycinam z rękawów koszuli, oczywiście nie mam 80 cm w jednym kawałku, tylko zeszyte z części.



Jeszcze coś do wzmocnienia uszu (nie jest to konieczne). Używam kawałka cienkiej tkaniny, podszewka od spódnicy (tak mi się wydaje). Wycinam nieco więcej niż 8cm, zwijam i składam razem z dżinsem. Szpileczkuję, bez tego ani rusz. Zeszywam.
Zgadzam się, to jest najmniej przyjemna część, także krawat warto wziąć pod rozwagę. Lub nie wzmacniać.




Teraz zapięcie. Można pominąć.
Ja mam zapięcia magnetyczne, ale równie dobrze może być rzep, albo guzik. Z resztek rękawów wycinam dwa nieduże prostokąty, wbijam zapięcia. Rzep albo guzik można przyszyć później.



Zeszywam, przekręcam na prawą stronę, stebnuję i przycinam na długości.



To już prawie koniec, Na zdjęciach dobrze widać co trzeba zrobić :)
Zakładka - tunel w którą od razu wkładam uszyte ucho (można później agrafką próbować przewlec, ale ja wolę tak) i na środku umieszczam zapięcie. Wspomagam się szpileczkami. Przeszywam. Dwa razy.



Z drugiej strony tak samo.


Końcówki ucha zeszywam kilka razy zygzakiem.


I przeciągam do tunelu, żeby gołe oko ich nie widziało.


Udało się! Torba gotowa :)


Przeczytałam to kilka razy, dzięki zdjęciom rozumiem o co chodzi ;)
Na pytania chętnie odpowiem, niejasności rozjaśnię, mam nadzieję, że ktoś się skusi na szycie. Polecam :)
Do boju!